Odrobina rozważań własnych – Anna Niemiec

  • Odrobina rozważań własnych po nabożeństwie prowadzonym przez ks. prof. Marka Uglorza

Czym jest modlitwa? Czy to „Ojcze Nasz…’, „Aniele Boży…”, „Zdrowaś Mario…”? Czy modlitwa jest wyrazem uzewnętrznienia duszy, czy też codziennym rytualnym monologiem?

Pytań na temat samego aktu można postawić tyle, ilu liczy sobie „użytkowników”. Może właśnie zasadniejszym byłoby pytanie o o sposób, w jaki się modlimy. Jeśli jesteśmy świadomi, że modlitwa to forma komunikacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem, powinniśmy być także świadomi, że nasze modły nie trafiają w próżnię. Choć jest modlitwa z pozoru prośbą bądź pytaniem bez odpowiedzi, stanowi jednak najlepszą, najbardziej staranną i przemyślaną formę komunikacji, oczywiście ze strony Odbiorcy (samego Boga). Jakże często wydaje nam się, że Bóg nas nie wysłuchał, ponieważ zabrał do siebie kogoś nam bliskiego, ile razy mamy pretensje, ponieważ coś nie poszło po naszej myśli, a przecież my sami najlepiej wiemy, co dla nas najlepsze. Jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy podczas „normalnej”, standardowej rozmowy poruszamy jakiś temat, reakcja jest niemalże natychmiastowa. Tymczasem modlitwa uczy nas cierpliwości, to dialog dla wytrwałych. Pan Bóg to niezwykle wyczulony i konsekwentny słuchacz, który nie jest prędki w osądach, działaniu i odpowiedziach. Odpowiada w sposób przemyślany, czasem po bardzo długim czasie. Bóg nie podlega czasowi, nie jest ograniczony jak my, jest wieczny, niezmienny i nie przemija. Często odnosimy wrażenie, że nazbyt długo oczekujemy odpowiedzi, w istocie otrzymujemy ją w czasie dla nas idealnym (nie tym, który my tak postrzegamy, ale tym, który wyznaczył dla nas Bóg). Czas to pojęcie względne, nie ma większego znaczenia w odniesieniu do wieczności. Toteż nasze „długie czekanie” nie jest niczym innym, jak tylko konsekwencją niecierpliwości.

„Oduczyłem się prosić” – powiedział ks. Uglorz, to w istocie najlepsze rozwiązanie, mówiąc metaforycznie wyższy, może i najwyższy poziom wtajemniczenia. To takie bezgraniczne zaufanie Bogu, które pozwala na wyzbycie się własnego ego. Powierzenie Panu całego swojego życia i całkowite poddanie się Jemu, ponieważ On wie lepiej, dużo lepiej, właściwie najlepiej. Najpiękniejszym synonimem modlitwy jest zdecydowanie dziękowanie, dziękczynienie, a nie jak często może się wydawać proszenie, zanoszenie próśb. Jak bardzo miło jest nam samym, gdy nasz rozmówca dziękuje za dobrze wykonaną pracę, za dobry uczynek lub po prostu za naszą obecność i możliwość konwersacji. Tak samo powinniśmy spojrzeć na Pana Boga, jako na rozmówcę, który poświęca nam swoją uwagę, winni jesteśmy mu dzięki za nasze życie, za wszystko, co otrzymujemy.

Nauczmy się dziękować za problemy, przykre doświadczenia, trudne chwile, kryzysy i tragedie. Zauważmy terapeutyczny wymiar wszelkich traumatycznych przeżyć, uświadommy sobie, że wszystko, co otrzymujemy od Boga jest dla nas dobre i pożyteczne, choć nie zawsze jesteśmy w stanie to pojąć i zrozumieć sens.

Dziękujmy i pamiętajmy, że praca także jest modlitwą, tyle że modlitwą ciała.

Anna Niemiec